W Niebieszczanach koło Sanoka atmosfera robi się coraz bardziej napięta. Mieszkańcy wsi liczącej ponad 2000 osób mówią o strachu i bezradności. Od kilku dni w okolicy ponownie pojawiają się niedźwiedzie. Zwierzęta są widywane nie tylko w pobliżu lasów, ale także na polach uprawnych i bardzo blisko domów. – Ludzie się boją wychodzić z domów i zostawiać dzieci bez opieki – mówi sołtys Patryk Koczera.

Najbardziej problematyczne są dwa osobniki – jeden samiec i samica z młodymi. Zwierzęta utraciły lęk przed człowiekiem. Nie reagują na petardy i hałas.
-Niedźwiedzie podchodzą pod domy, zaglądają na podwórka. Strach jest wyjść wieczorem czy wcześnie rano. Ludzie idący do pracy przechodzą obok pól gdzie rośnie kukurydza czy zboże, teraz już dość duże. Nigdy nie wiadomo czy nie kryje się tam drapieżnik. Wieś żyje w ciągłym strachu – mówi Patryk Koczera.
Wczoraj na profilu sołectwa Niebieszczany opublikował wpis apelując o odstrzał dwóch niedźwiedzi. Jak podejrzewa jeden z nich to może być ten osobnik, który zabił kobietę kilka tygodni temu. Samorządowiec nie ukrywa frustracji i twierdzi, że dotychczasowe działania instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo mieszkańców są niewystarczające.

– Ludzie boją się wychodzić z domów, rolnicy nie czują się bezpiecznie podczas pracy w polu, a dzieci za chwilę rozpoczną wakacje – mówi sołtys, który zdecydował się wystąpić do Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska z wnioskiem o zgodę na odstrzał dwóch niedźwiedzi.
Mieszkańcy podkreślają, że sytuacja wygląda inaczej niż jeszcze kilka lat temu. Zwierzęta coraz częściej podchodzą pod zabudowania, szukają pożywienia i tracą naturalny dystans do człowieka. Wysokie trawy i zboża dodatkowo potęgują obawy, bo nigdy nie wiadomo, co może kryć się kilka metrów dalej.
Władze oficjalnie pozwalają mieszkańcom płoszyć niedźwiedzie – petardami, sygnałami dźwiękowymi i świetlnymi oraz gumowymi kulami z paintbala.
-Niech znajdą chętnego, który odważy się pójść na niedźwiedzia z paintbalem – ironizuje sołtys. Osobniki widziane w naszych okolicach ważą po kilkaset kilogramów, a rozwścieczone, chociażby uderzeniem gumowej kuli zwierzę, może być nieobliczalne. Nie jest wykluczone, że jeden z tych niedźwiedzi to osobnik, który zabił kobietę kilka tygodni temu.
W swoim apelu sołtys zwrócił uwagę, że Niebieszczany istnieją od setek lat i to nie mieszkańcy „wchodzą do lasu”, lecz dzikie zwierzęta coraz częściej pojawiają się między gospodarstwami. Padły też mocne pytania pod adresem polityków i urzędników o to, jakie realne działania zamierzają podjąć, zanim dojdzie do kolejnej tragedii.
Temat budzi ogromne emocje również w internecie. Jedni uważają, że bezpieczeństwo ludzi powinno być najważniejsze i popierają stanowisko sołtysa. Inni przypominają, że niedźwiedź brunatny jest gatunkiem chronionym i odstrzał powinien być absolutną ostatecznością.
Teraz wszystko zależy od decyzji Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Mieszkańcy czekają na odpowiedź, ale jedno jest pewne — problem dzikich zwierząt coraz bliżej ludzkich domów przestaje być już pojedynczym incydentem, a staje się codziennym problemem wielu miejscowości na Podkarpaciu.
Apel Sołtysa Niebieszczan
„Od trzech dni znowu Niebieszczany są terroryzowane przez niedźwiedzie, z którymi nie może poradzić sobie żaden urząd odpowiedzialny za bezpieczeństwo mieszkańców. Wszyscy dużo mówią, ale realnych działań nadal brak.
W związku z zaistniałą sytuacją podjąłem decyzję o złożeniu wniosku do Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska o wydanie zgody na odstrzał dwóch osobników niedźwiedzia brunatnego.
Moim obowiązkiem jako sołtysa jest przede wszystkim dbanie o bezpieczeństwo mieszkańców Niebieszczan. Zbliża się okres wakacyjny — czy nasze dzieci mają bać się wyjścia z domu? Czy mieszkańcy mają obawiać się drogi do pracy i powrotu do swoich domów?
Jak rolnicy mają pracować na swoich polach, skoro nie wiadomo, co może wyjść z wysokiej trawy czy zboża?
Niedźwiedzie nie przebywają dziś w lesie, lecz pojawiają się na polach uprawnych oraz w bardzo bliskiej odległości od zabudowy mieszkalnej. Niebieszczany istnieją w tym samym miejscu od ponad 650 lat i to miejscowość nie wchodzi do lasów, tylko dzikie zwierzęta coraz częściej pojawiają się wśród domów i gospodarstw.
Gdzie są posłowie z naszego regionu? Jakie działania podejmują w tej sprawie?
Ile jeszcze tragedii, takich jak ta w Płonnej, musi się wydarzyć, aby państwo w końcu zaczęło chronić własnych obywateli?
Jeżeli GDOŚ nie wyda zgody, będzie to jasny sygnał, ile warte jest życie i bezpieczeństwo ludzi.” – pisze sołtys Patryk Koczera na profilu Sołectwa Niebieszczany
Krzysztof Czuchra











