W 1988 roku Telewizja Polska wyemitowała dokument poświęcony jednej z najbardziej surowych – i dziś już niemal wymierających – tradycji Bieszczad: wypalaniu węgla drzewnego w mielerzach. Film pokazuje nie tylko techniczny aspekt tej pracy, ale także ludzki wymiar – codzienność węglarzy, ich wysiłek, ryzyko i pasję do rzemiosła, które od wieków wpisane było w krajobraz leśnych połonin.
Obraz pracy węglarzy w filmie z 1988 roku
W dokumencie widzimy sceny z mielerzy – to kopce drewna, skrupulatnie ułożone i uszczelnione, tak by tliły się wewnątrz przy ograniczonym dopływie powietrza. Kamera pokazuje proces suchej destylacji drewna: budowa mielerza, zapalanie w jego wnętrzu, regulację dostępu tlenu i kontrolę temperatury. Przedstawiciel zarządu Przedsiębiorstwa Produkcji Leśnej „Las” z Ustrzyk Dolnych opowiada o przemysłowym znaczeniu węgla: jego zastosowania w chemii, hutnictwie, produkcji węgli aktywnych, elektrod węglowych, a także w przemyśle elektrycznym.

Robotnicy wypowiadają się o codziennych trudnościach: szczególnie ciężko jest zimą, gdy wiatr nasila ryzyko pęknięć w kopcu, co może prowadzić do nagłego dopływu powietrza i gwałtownej fali żaru – w „gniach” mielerza temperatura sięga nawet 800 °C. Film pokazuje, że nie każdy jest w stanie wytrzymać takie warunki – potrzebna jest nie tylko siła, ale i opanowanie. Zaskakuje, że do tej pracy podejmują się czasem ludzie z wyższym wykształceniem – przyciąga ich prostota, bliskość natury i pewien bunt wobec dotychczasowego życia.
Przemysł i gospodarka – Mielerze – TVP rekonstrukcja – Telewizja Polska S.A.
Czym jest mielerz? Tradycyjna technika zwęglania
Mielerz (zwany dawniej limierzem lub milerzem) to klasyczna forma wypału węgla drzewnego. To stos drewna, który układany jest w kształcie kopuły, a następnie okrywany darnią, mchem, ziemią lub gliną, by ograniczyć dostęp powietrza. Dzięki temu drewno nie spala się całkowicie na popiół, lecz przechodzi proces suchej destylacji. Opis procesu pokrywa się z historycznymi relacjami: węglarze układali drewno promieniście wokół „duszy” – centralnego pionowego słupa – i regulowali dopływ tlenu, przebijając, zasypując otwory czy naprawiając pęknięcia w okrywającej warstwie ziemi.

Mielerze mogły pracować od kilku dni do nawet miesiąca, w zależności od gatunku drewna i doświadczenia węglarzy. Poprawne prowadzenie wypału wymagało stałego nadzoru — dzień i noc. Po wygaszeniu kopca pozostawało mielerzysko, czyli cicha, często nierozpoznawalna już po latach pozostałość.

W przeszłości, węglarze rozróżniali dwie główne jakości węgla: twardy, pochodzący z dębu, buka, graba czy jesionu, oraz miękki, z brzozy, olszy czy osiki. Najlepszy węgiel miał barwę błękitno-czarną, połysk, był łatwy do łamania i wydawał dźwięk „dzwonienia” przy uderzeniu — a przy spalaniu płonął czystym niebieskawym płomieniem, bez dymu i trzaskania.
Węglarze, zwani także węgielnikami, wspólny los dzielili ze smolnikami i dziegciarzami, stanowiąc razem grupę zawodową o niskim poważaniu wśród ogółu ludności, obdarzaną często niewybrednymi epitetami, głównie ze względu na brudny strój i zapach dymu.

Retorty – nowoczesna alternatywa w Bieszczadach
Wraz z rozwojem technologii w XX wieku tradycyjne mielerze zaczęły stopniowo ustępować miejsca retortom, czyli stalowym piecom do wypału węgla. Technologia zwęglania w stalowych retortach została opracowana i wdrożona w drugiej połowie XX wieku jako bardziej wydajna i kontrolowana metoda.
Cykl wypału w retorcie trwa około trzech dni: jeden dzień na ładowanie retorty drewnem i przygotowanie, drugi dzień na właściwe zwęglenie przy wysokiej temperaturze, oraz trzeci dzień na stygnięcie i wygaszanie pieca. Retorty osiągają wysokie temperatury (rzędu kilkuset stopni Celsjusza, lokalnie nawet około 800 °C) i pozwalają na szybsze, bardziej jednolite uzyskanie węgla drzewnego.
Retorty przez lata stały się charakterystycznym elementem bieszczadzkiego krajobrazu, choć z czasem ich liczba i znaczenie zmalały na skutek zmian ekonomicznych i technologicznych.

Zanik zawodu, ale żywa pamięć
Choć retorty były przez lata znakiem rozpoznawczym bieszczadzkiego krajobrazu, dziś ich liczba dramatycznie spadła. W czasach świetności, jeszcze w drugiej połowie XX wieku, w Bieszczadach funkcjonowało wiele baz wypału i setki retort. Współcześnie większość tych miejsc już nie działa — część została zamieniona w ekspozycje muzealne, część zanikła wraz z odejściem pokoleń węglarzy.
Pamięć o tej profesji jest jednak pielęgnowana. Plenerowe muzea wypału węgla drzewnego jak to w Radoszycach Ekomuzeum „Na wypale” prezentują rekonstrukcje mielerzy i działające retorty; organizowane są pokazy rzemiosła, dzięki którym turyści i młodsze pokolenia mogą zobaczyć, jak wyglądała „czarna robota” i posłuchać opowieści dawnych mistrzów wypału. To także forma edukacji o związkach społecznych i ekonomicznych regionu z lasem i jego zasobami.
W jednym z takich muzeów doświadczeni węglarze nadal demonstrują swoje umiejętności, opowiadając o trudach pracy, niebezpieczeństwach i specyfice zawodu. Odwiedzający chętnie uczestniczą w pokazach, a zainteresowanie historią wypału węgla drzewnego pozostaje wysokie.

Znaczenie historyczno-kulturowe i podsumowanie
Film TVP z 1988 roku stanowi cenny zapis — dokumentuje zawód, który był nie tylko ciężki fizycznie, ale też symbolicznie ważny dla regionu. Praca mielerzy to dawny fundament przemysłu drzewnego, hutnictwa i chemii. Choć technologia ewoluowała i retorty zastąpiły większą część ręcznych kopców, duch tej tradycji nadal żyje — dzięki muzeom, pasjonatom i turystom przybywającym, by zobaczyć dymiące piece i posłuchać opowieści.
W kontekście dzisiejszym film ten staje się jeszcze bardziej wartościowy — przypomina o ludziach skazanych na izolację, fizyczny trud i niebezpieczeństwo, ale także o ich więzi z naturą, z lasem i z ogniem. To świadectwo rzemiosła, które powoli odchodzi w cień, ale dzięki pamięci i edukacji może trwać dalej.











