Kolejna niepokojąca noc w Bieszczadach. Tym razem drapieżnik pojawił się tam, gdzie jeszcze niedawno nikt by się go nie spodziewał – w samym centrum Zatwarnicy. Niedźwiedź próbował dobrać się do kurnika, a mieszkańcy tylko cudem uniknęli strat.
O zdarzeniu poinformował znany bieszczadzki przewodnik Mirosław Piela. Jak relacjonował krótko i dosadnie: „Nocna próba ataku na kurnik. Został przepłoszony. Centrum wsi. Niedźwiedź”
Drapieżnik został spłoszony, ale ślady jego obecności i uszkodzenia ogrodzenia pokazują jedno – był zdeterminowany i coraz śmielej wchodzi między ludzi.
Coraz bliżej ludzi. To już nie incydent
To zdarzenie wpisuje się w niepokojący trend, który od miesięcy obserwują mieszkańcy regionu. Niedźwiedzie coraz częściej pojawiają się nie tylko w lasach, ale też przy domach, gospodarstwach, a nawet w turystycznych miejscowościach.
W ostatnim czasie:
- w Płonnej doszło do tragicznego ataku na kobietę, który zakończył się śmiercią
- w różnych miejscowościach regionu drapieżniki podchodzą pod zabudowania i niszczą hodowle
- w gminie Solina czy Bukowiec dochodziło do ataków na zwierzęta gospodarskie – nawet całe stada
Eksperci i lokalni mieszkańcy alarmują: populacja niedźwiedzi rośnie, a zwierzęta tracą naturalny lęk przed człowiekiem.
„Po zmroku lepiej nie wychodzić”
Relacje z regionu są coraz bardziej niepokojące. Sam Mirosław Piela wielokrotnie podkreślał, że spotkania z niedźwiedziami zdarzają się coraz częściej, nawet w pobliżu domów, a mieszkańcy zaczynają zmieniać codzienne nawyki ze strachu przed drapieżnikami.
Niektórzy mówią wprost:
– po zmroku lepiej nie wychodzić z domu, a i w ciągu dnia trzeba mieć oczy dookoła głowy
Bieszczady na krawędzi?
Jeszcze kilka lat temu takie sytuacje były rzadkością. Dziś nocna wizyta niedźwiedzia w centrum wsi nie jest już szokiem – staje się normą.
I choć tym razem skończyło się tylko na strachu, wielu zadaje sobie jedno pytanie:
czy kolejna noc nie przyniesie tragedii?











