Niedźwiedzie coraz bliżej domów. Alarm w gminie Solina, wójt: „Jesteśmy bezsilni”

Sytuacja w Bieszczadach staje się coraz bardziej napięta. W gminie Solina ogłoszono pilne ostrzeżenie po kolejnych przypadkach pojawiania się niedźwiedzi w bezpośrednim sąsiedztwie domów. Władze zwołały sztab kryzysowy, a mieszkańcy coraz częściej mówią wprost o strachu.

Niedźwiedzica z młodymi przy domach

Jak informowało Polskie Radio Rzeszów, wieczorem 24 kwietnia w Polańczyku niedźwiedzica z młodymi weszła na prywatną posesję. To tylko jeden z wielu incydentów – problem narasta z dnia na dzień.
Z kolei – jak podaje portal eSanok – tylko w ostatnich dniach doszło do kolejnych niebezpiecznych sytuacji, m.in. w Woli Matiaszowej, gdzie nad ranem niedźwiedzica z młodymi pojawiła się tuż pod oknami domu.

Siedem niedźwiedzi przy jednym gospodarstwie

Skala zjawiska jest alarmująca. W oficjalnym komunikacie gminy wskazano, że w jednym miejscu zaobserwowano aż siedem niedźwiedzi.
Jak relacjonuje eSanok, powołując się na słowa wójta Adama Piątkowskiego:
„Ostatni incydent polegał na tym, że około gospodarstwa rolnego pojawiło się w jednym czasie siedem niedźwiedzi: dwa duże i pięć małych. W ciągu tygodnia z jednego gospodarstwa zniknęło ponad sto kur. To jest bardzo niebezpieczna sytuacja”.

„Petardy i sygnały nie działają”

Władze gminy Solina nie ukrywają frustracji. Jak podkreśla wójt w rozmowie z eSanok, stosowane metody przestały być skuteczne:

„Wyjeżdżamy samochodami, włączamy sygnały alarmowe, ale to są działania proforma, które niczego nie dają. Niedźwiedzie w końcu przyzwyczają się do tych dźwięków. Na petardy nie reagują, na krzyki nie reagują. Jesteśmy bezsilni”.
Według samorządu drapieżniki całkowicie utraciły naturalny lęk przed człowiekiem, co znacząco zwiększa zagrożenie.

Patrole i sztab kryzysowy

W odpowiedzi na sytuację zwołano Gminny Zespół Zarządzania Kryzysowego. Uruchomiono także patrole obywatelskie z udziałem urzędników i strażaków OSP, które monitorują najbardziej zagrożone miejsca.

Problem narasta od lat

Władze Soliny podkreślają, że problem nie jest nowy. Od ponad pięciu lat podejmowane są działania takie jak płoszenie, odstraszanie, odławianie czy relokacja niedźwiedzi – jednak bez skutecznych efektów.

Jak zaznacza wójt, populacja drapieżników znacząco wzrosła:

„Populacja niedźwiedzi jest znacznie przerośnięta. My, jako gmina, robimy co możemy, ale nasze działania to tylko doraźne próby, które przestają działać” – mówi Adam Piątkowski (eSanok).

Apel o radykalne działania

Samorząd kieruje apel do władz państwowych o pilną reakcję i systemowe rozwiązania, w tym zgodę na redukcję populacji.
„Jedną tragedię mamy niedaleko w powiecie sanockim, nie dopuśćmy do kolejnych. Trzeba podjąć radykalne działania” – podkreśla wójt w rozmowie z eSanok.

Strach po tragedii w regionie

Obawy mieszkańców dodatkowo wzrosły po tragicznym ataku niedźwiedzia w Płonnej (gmina Bukowsko), gdzie zginęła 58-letnia kobieta. To wydarzenie sprawiło, że wielu ludzi boi się wychodzić z domów po zmroku.
Źródło: Radio Rzeszów, eSanok.pl, nowiny24.pl
Grafika: AI

Shares